Hermiona właśnie leżała na łóżku, zastanawiając się, czy powinna pójść na
spotkanie ze Ślizgonem. Dobrze wiedziała, że praca z nim będzie udręką, ale
przecież nie mogła sobie pozwolić na niezaliczenie eliksirów. Po prostu za
każdym razem jak patrzyła na jego twarz, czuła jak wzbiera w niej złość.
Właśnie dochodziła szósta, więc dziewczyna powoli zwlokła się z łóżka i
zeszła do pokoju wspólnego, gdzie zastała Ginny. Rudowłosa rozmawiała z bratem,
któremu wyraźnie poprawił się humor.
-Gdzie idziesz, Miona? – zapytał Ron.
-Na spotkanie z Malfoyem – odpowiedziała zrezygnowana. Naprawdę nie miała
na nie ochoty. – A jak tobie idzie praca z Blaisem?
-Zadziwiająco dobrze się dogadujemy. Okazało się, że chyba nawet nie jest
taki zły. – Hermiona nie mogła uwierzyć w jego słowa. Chłopak zawsze był bardzo
wrogo nastawiony do Ślizgonów, a teraz nagle ich akceptuje. Może Malfoy kazał
przyjacielowi zachowywać się inaczej niż zwykle, bo coś planuje. Miała coraz
gorsze obawy, co do blondyna.
-Hmm, to dobrze. Do zobaczenia! – powiedziała Hermiona i opuściła wieżę
Gryffindoru.
❅
Draco czekał już na dziewczynę od piętnastu minut, gdy w końcu się
pojawiła.
-Słońce powoli zachodzi, więc pośpieszmy się – powiedział od razu. Im
mniej czasu spędza razem, tym lepiej. Nie chciał, żeby znowu ogarnęło go
poczucie winy, a sam rzut okiem na jej ramię powodował, że zaciskało mu się
gardło.
-Masz pomysł jakie eliksiry połączyć? –zapytał, gdy usiadła na trawie
koło niego.
-Myślałam o Eliksirze Tropiącym oraz o Łamaczu Zaklęć – powiedziała
zdecydowanie. Chłopak od razu przypomniał sobie jej rozmowę z Weasleyem.
Chciała chyba odszukać rodziców, gdziekolwiek się podziali. Czy to będzie zbyt
miłe jeśli się zgodzi na takie połączenie?
-Dobra. Możemy to zrobić. – Zdecydował, że nie ma za dużo do stracenia.
Nikt oprócz Granger nie dowie się, że przystał na jej propozycję.
-Doskonale – powiedziała dziewczyna i wyjęła z kieszeni szaty pergamin
papieru. Gdy podawała go blondynowi, ten zauważył, że ma siniaki na nadgarstku.
– Tutaj masz wszystko rozpisane. Powinniśmy
zacząć w piątek.
Hermiona czekała na odpowiedź chłopka, gdy ten prowadził w głowie walkę z
myślami. Nie wiedział, czy powinien przeprosić ją za to, że za mocno chwycił ją
za rękę. Nie mógł aż tak okazywać swojej słabości. A jednak czuł się źle z tym
faktem, a słowa same wyleciały z jego ust.
-Przepraszam za to – powiedział wskazując ruchem głowy jej nadgarstek
poznaczony fioletowymi plamkami. Zdezorientowana dziewczyna spojrzała się w to
miejsce, jakby nawet nie zauważyła, że zmieniło kolor.
-Ah, tak. Nic się nie stało. W piątek?
-Tak, jasne. Do zobaczenia.
-Ta, dokładnie – odpowiedziała brązowowłosa i podniosła się z trawy.
Chłopak podążał za nią wzrokiem, aż zniknęła w zamku.
To spotkanie nie było takie złe, oprócz tego, że po raz kolejny Granger
usłyszała jak mówi przepraszam. Jeśli dalej tak pójdzie, będzie ją przepraszał
za każdym razem. Musiał zacząć się hamować i przestać zwracać uwagę na jej
bliznę. To, że ją miała, nie było jego winą. Nie bezpośrednio.
Natomiast Hermiona była już pewna, że Ślizgon coś knuje. Nie ma takiej
mocy na świecie, która sprawiłaby, że blondyn mógłby się tak bardzo zmienić.
Skrucha, zgoda na jej pomysł, nie wszczynanie kłótni. To nie był Malfoy. Na
pewno miał zamiar coś osiągnąć tym dziwnym zachowaniem, a ona postanowiła, że
dowie się, o co chodzi.