wtorek, 25 września 2018

BŁONIA


Hermiona właśnie leżała na łóżku, zastanawiając się, czy powinna pójść na spotkanie ze Ślizgonem. Dobrze wiedziała, że praca z nim będzie udręką, ale przecież nie mogła sobie pozwolić na niezaliczenie eliksirów. Po prostu za każdym razem jak patrzyła na jego twarz, czuła jak wzbiera w niej złość.
Właśnie dochodziła szósta, więc dziewczyna powoli zwlokła się z łóżka i zeszła do pokoju wspólnego, gdzie zastała Ginny. Rudowłosa rozmawiała z bratem, któremu wyraźnie poprawił się humor.
-Gdzie idziesz, Miona? – zapytał Ron.
-Na spotkanie z Malfoyem – odpowiedziała zrezygnowana. Naprawdę nie miała na nie ochoty. – A jak tobie idzie praca z Blaisem?
-Zadziwiająco dobrze się dogadujemy. Okazało się, że chyba nawet nie jest taki zły. – Hermiona nie mogła uwierzyć w jego słowa. Chłopak zawsze był bardzo wrogo nastawiony do Ślizgonów, a teraz nagle ich akceptuje. Może Malfoy kazał przyjacielowi zachowywać się inaczej niż zwykle, bo coś planuje. Miała coraz gorsze obawy, co do blondyna.
-Hmm, to dobrze. Do zobaczenia! – powiedziała Hermiona i opuściła wieżę Gryffindoru.
Draco czekał już na dziewczynę od piętnastu minut, gdy w końcu się pojawiła.
-Słońce powoli zachodzi, więc pośpieszmy się – powiedział od razu. Im mniej czasu spędza razem, tym lepiej. Nie chciał, żeby znowu ogarnęło go poczucie winy, a sam rzut okiem na jej ramię powodował, że zaciskało mu się gardło.
-Masz pomysł jakie eliksiry połączyć? –zapytał, gdy usiadła na trawie koło niego.
-Myślałam o Eliksirze Tropiącym oraz o Łamaczu Zaklęć – powiedziała zdecydowanie. Chłopak od razu przypomniał sobie jej rozmowę z Weasleyem. Chciała chyba odszukać rodziców, gdziekolwiek się podziali. Czy to będzie zbyt miłe jeśli się zgodzi na takie połączenie?
-Dobra. Możemy to zrobić. – Zdecydował, że nie ma za dużo do stracenia. Nikt oprócz Granger nie dowie się, że przystał na jej propozycję.
-Doskonale – powiedziała dziewczyna i wyjęła z kieszeni szaty pergamin papieru. Gdy podawała go blondynowi, ten zauważył, że ma siniaki na nadgarstku. – Tutaj masz wszystko rozpisane.  Powinniśmy zacząć w piątek.
Hermiona czekała na odpowiedź chłopka, gdy ten prowadził w głowie walkę z myślami. Nie wiedział, czy powinien przeprosić ją za to, że za mocno chwycił ją za rękę. Nie mógł aż tak okazywać swojej słabości. A jednak czuł się źle z tym faktem, a słowa same wyleciały z jego ust.
-Przepraszam za to – powiedział wskazując ruchem głowy jej nadgarstek poznaczony fioletowymi plamkami. Zdezorientowana dziewczyna spojrzała się w to miejsce, jakby nawet nie zauważyła, że zmieniło kolor.
-Ah, tak. Nic się nie stało. W piątek?
-Tak, jasne. Do zobaczenia.
-Ta, dokładnie – odpowiedziała brązowowłosa i podniosła się z trawy. Chłopak podążał za nią wzrokiem, aż zniknęła w zamku.
To spotkanie nie było takie złe, oprócz tego, że po raz kolejny Granger usłyszała jak mówi przepraszam. Jeśli dalej tak pójdzie, będzie ją przepraszał za każdym razem. Musiał zacząć się hamować i przestać zwracać uwagę na jej bliznę. To, że ją miała, nie było jego winą. Nie bezpośrednio.
Natomiast Hermiona była już pewna, że Ślizgon coś knuje. Nie ma takiej mocy na świecie, która sprawiłaby, że blondyn mógłby się tak bardzo zmienić. Skrucha, zgoda na jej pomysł, nie wszczynanie kłótni. To nie był Malfoy. Na pewno miał zamiar coś osiągnąć tym dziwnym zachowaniem, a ona postanowiła, że dowie się, o co chodzi.





ODŁAMKI


-A więc dobrze, dzieciaki. Witam was na pierwszej lekcji eliksirów w tym roku. Mam nadzieję, że to, co przygotowałem, będzie dla was równie ekscytujące jak dla mnie. Drodzy Ślizgoni i Gryfoni, w tym semestrze będziecie pracować w parach! Ja wybieram pary, a moje słowo jest ostateczne. Macie ze sobą współpracować. Przesiadajcie się do odpowiednich ławek, w miarę jak będę wyczytywać wasze nazwiska – oznajmił profesor Slughorn z uśmiechem. Mniejsze zadowolenie gościło na twarzach uczniów. Ich domy od zawsze się nienawidziły, a wojna przecież tego nie zmieniła.
Gryfoni i Ślizgoni po kolei siadali w ławkach z coraz większymi grymasami. Wtedy nauczyciel wymienił trzy ostatnie pary:
-Blaise, Weasley. Tutaj. Parkinson, Potter. W tej ławce. I Granger, Malfoy. Zajmijcie ostatnią ławkę.
Tylko nie to.
Chłopak i dziewczyna spojrzeli na siebie z niechęcia, a następnie usiedli na miejscach jak najdalej od siebie.
Draco obiecał sobie przez początkiem roku szkolnego, że będzie jej unikał, a teraz był na nią skazany na  c a ł y  semestr. Wiedział, że to nie skończy się dobrze.
Hermiona za to uznała, że uda jej się przekonać profesora, żeby pozwolił im pracować oddzielnie lub przydzielić im inną osobę do pary. Nie miała zamiaru użerać się z blondynem.
-Wasza praca będzie polegała na połączeniu dwóch eliksirów w jeden. Ma on posiadać cechy eliksirów, z których został zrobiony i musicie go samodzielnie przetestować. Praca będzie decydować o tym, czy zaliczycie eliksiry. Macie na to czas do pierwszych zajęć po feriach zimowych. Z racji, że każdy eliksir inaczej się warzy, pracujecie w odpowiednich dla was godzinach, dlatego też nie macie wpisanych zajęć z eliksirów w waszych planach lekcji. Możecie korzystać z sali, gdy jest wolna lub innych klas. Wszystkie sprzęty są do waszej dyspozycji. Co miesiąc macie zdawać mi sprawozdanie z waszych postępów. Koniec lekcji, możecie się rozejść.
Jak Hermiona się spodziewała do Slughorna zebrała się kolejka niezadowolonych uczniów, proszących o zmianę partnera, więc postanowiła poczekać przed klasą, aż wszyscy wyjdą. Gdy blondyn wychodził zauważył czekającą dziewczynę i trochę się uspokoił. Może Gryfonka zdoła przekonać nauczyciela i nie będą musieli robić tego eliksiru. Na tą myśl uśmiechnął się do niej, czego nie zauważył i poszedł dalej. Brązowowłosa aż otworzyła usta ze zdziwienia. Czy Ślizgon cieszył się na pracę z nią? Czy coś knuł? Miał zamiar ją poniżyć albo sabotować jej eliksir? O nie. M u s i  ubłagać profesora o zmianę zdania.
Hermiona zaczepiła mężczyznę, gdy ten wychodził właśnie z klasy. Wiedziała, że był nieugięty, bo większość uczniów wyszła z rozgniewanymi minami, jednak ona wierzyła, że jej się uda.
-Przepraszam, panie profesorze. Ja chciałabym porozmawiać o pańskim doborze mnie i Dracona Malfoya w parę. Myślę, że nie będziemy owocnym duetem przy warzeniu eliksiru i chciałabym zaproponować, aby rozważył pan zgodzenie się na naszą samodzielną pracę nad projektem. Uważam, że byłoby to dla nas lepszą opcją i więcej, by nas nauczyło.
Slughorn spokojnie wysłuchał jej wypowiedzi, po czym rzekł:
-Nie.
-Ale, panie profe-
-Przepraszam, panno Granger, ale jest pani w błędzie. To zadanie ma was nauczyć współpracy oraz zdolności do porozumiewania się. Jesteście idealną parą i choć raz zamiast się zwalczać, będziecie wspólnie działać. Obydwoje wykazujecie się ponadprzeciętną wiedzą i wierzę, że mnie nie zawiedziecie. Wynik waszej pracy może jeszcze panią zadziwi. A teraz radzę pani poszukać pana Malfoya i zacząć pracę. Czas już leci. Tabula rasa – powiedział na odchodnym nauczyciel i zniknął za zakrętem.
Hermionie się nie udało. A teraz musiała odnaleźć Ślizgona i wytłumaczyć mu, co miała zamiar zrobić.
Blondyn właśnie czytał jedną z książek o eliksirach, które wypożyczył w bibliotece, gdy naprzeciwko niego usiadła rozzłoszczona Hermiona.
-Posłuchaj mnie, Malfoy. Sama uwarzę ten eliksir, a ty nie musisz nic robić. Na koniec dostaniemy dobrą ocenę i tyle – powiedziała zdecydowanie i już miała się podnosić, gdy ten chwycił ją za nadgarstek.
-To teraz ty posłuchaj mnie. Nie dam sobą pomiatać i na pewno nie dam ci zrobić samej tego projektu. Jeszcze byś wszystko zepsuła. Razem to zrobimy i koniec. Spotkajmy się jutro na błoniach po kolacji, żeby wybrać eliksiry, które połączymy. I tylko spróbuj nie przyjść.
Draco wrócił do czytania książki, a dziewczyna ze złością wstała i ruszyła do pokoju wspólnego.
-Oszaleję z nim – szepnęła do siebie i zaczęła sobie wyobrażać najgorsze scenariusze ich współpracy. –Przecież to się dobrze nie skończy.

PATRZ NA GWIAZDY. PATRZ JAK JASNO DLA NAS ŚWIECĄ.


Dopiero na kolacji w Wielkiej Sali Draco zobaczył swoich przyjaciół. Pansy i Blaise zaciekle o czymś dyskutowali, gdy przerwał im blondyn.
-Nie spieszyliście się ze znalezieniem mnie. Tak w sumie to w ogóle mnie nie szukaliście. Już wam się znudziłem? – powiedział z wyższością i sarkazmem.
-Och, nie. My tylko musieliśmy coś obgadać, Draco – odpowiedziała potulnie Pansy.
-Jeśli mi powiecie, że zaczęliście ze sobą chodzić to chyba się porzygam.
Ślizgoni spojrzeli po sobie z wyraźnym obrzydzeniem. Blondyn zauważył, że są mocno spięci, więc zaczął się śmiać.
-Wiem przecież, że pasujecie do siebie jak ja do Weasleya. Ale gdybyście zobaczyli wasze miny. – Jego przyjaciele rozluźnili się trochę, ale zdziwił ich ten wybuch radości chłopaka. Na ogół był poważny. Nawet zbyt poważny.
-Dobra, zacznijmy już jeść, bo widzę, że zaraz padniecie, bo chyba zapomnieliście o oddychaniu.
Po przydziale pierwszoklasistów do ich domów, głos zajęła dyrektor Mc Gonagall.
-Witam serdecznie wszystkich uczniów i nauczycieli! Wiem, że dla większości z nas ostatnie miesiące były ciężkim okresem, ale mam nadzieję, że tak jak my odbudowaliśmy szkołę, tak i wy zdołaliście odbudować swoje serca. Niech ten rok będzie dla nas wszystkich nowym początkiem. Tabula rasa, kochani. Tabula rasa. A teraz, by zacząć nowy rok, powstańmy i wznieśmy nasze różdżki za tych, których z nami już nie ma. Za Albusa Dumbledora! – zakrzyknęła kobieta, a z jej różdżki do sufitu powędrowało światło, a gdy dotarło do wyczarowanego nocnego nieba, zamieniło się w świecącą gwiazdę.
Reszta zgromadzonych poszła za jej przykładem, a w całej Sali było słychać szepty, które składały się na imiona osób utraconych.
Za Freda. Za Tonks. Za Lupina. Za Severusa. Za Colina. Za Crabbe’a. Za Alastora. Za Zgredka. Za Lavender.
Imion było więcej. Tak wiele, że cały sufit pokrył się świecącymi punkcikami, rzucając blask, na tych którym udało się przeżyć. Uczniowie i nauczyciele spoglądali z uśmiechami w górę. Bo mimo że wiele odeszło ze świata, na zawsze pozostaną oni w ich sercach. A pamięć o nich będzie żyć do kresu czasu.

PRZEDOSTATNI PRZEDZIAŁ


Hermiona siedziała w przedziale pociągu ze swoimi przyjaciółmi. Jednak gdy reszta wesoło rozmawiała, ona przypatrywała się, równie cichemu jak ona, Ronowi. Nie mogła znieść tego widoku rozpaczy na jego twarzy.
Chcąc dodać mu otuchy, usiadła koło niego i splotła jego pace ze swoimi. Chłopak uśmiechnął się i poparzył na nią. Gryfonka zawsze uważała, że jego ciemnoniebieskie oczy są piękne, jednak teraz przypominały jej tylko o tym, jak bardzo Ron cierpi.
Nie mogąc dłużej znieść jego spojrzenia, wstała i pociągnęła go za sobą na korytarz, Zaczęła szukać pustego przedziały, by móc z nim porozmawiać w cztery oczy. Nadal trzymała go za rękę i mimo że czuła mrowienie w miejscu, gdzie ich dłonie się dotykały, to uważała, że ten rozdział jest już skończony. Nie żałowała ich pocałunku, ale nie mogła zawierzyć swoim uczuciom z tamtejszego okresu. Kochała Rona, ale nie w taki sposób. Najlepiej im było, gdy byli przyjaciółmi, a nie parą. Czuła, że on też to wiedział.
Znaleźli przedział blisko końca pociągu i tam usiedli naprzeciwko siebie.
-Jak się czujesz, Ron?  - zapytała pełna troski brązowowłosa. Ten zamyślił się na chwilę, ale podejrzewał, że dziewczyna go zrozumie. Tak jak zawsze zresztą.
-Jakby właśnie zabili mi brata – odpowiedział zrezygnowany. Stało się to kilka miesięcy temu, a on po prostu nie mógł o tym zapomnieć.
-Wiem, jak się teraz musisz czuć. Te rany są takie świeże.
-A najgorsze jest w tym wszystkim to, jak zareagował George. Nie odzywał się od czasu skończenia wojny. Nawet nie mamy pojęcia, gdzie jest. A ja… Ja nie chcę stracić kolejnego brata…
Hermiona myślała, że chodzi o Freda. Dopiero teraz zrozumiała, że chłopak bardziej martwił się o drugiego bliźniaka. W tej sytuacji nie do końca wiedziała, co powiedzieć, jednak nagle wpadła na genialny pomysł.
-Słuchaj, Ron. Może pomogę ci go poszukać w ferie świąteczne? Ja wtedy także spróbuję kogoś odnaleźć… -wyznała Hermiona. To chyba czas powiedzieć komuś, że u niej też nie jest wszystko wspaniale.
-Czy ty chcesz powiedzieć, że wcale nie znalazłaś swoich rodziców, Miona? Na brodę Merlina, gdzie ty się podziewałaś przez wszystkie te miesiące? – zapytał przejęty Ron. Był pewny, że dziewczyna była szczęśliwa i bezpieczna ze swoją rodziną, a ona tymczasem znosiła wszystko w samotności.
- Nie chciałam was martwić. Poza tym potrzebowała czasu dla siebie, żeby się ze wszystkim uporać –powiedziała brązowowłosa łamiącym się głosem. Chciała, żeby ktoś ją zrozumiał.
-Och, Hermiono.
Gryfon wstał, usiadł koło niej i zamknął w uścisku. Obydwoje tego potrzebowali. Ona zaczęła cicho łkać, a on przytulił ją jeszcze mocniej.
-Wszystko będzie dobrze. Odnajdziemy ich, obiecuję. – Zapewnił Ron, gładząc ją po włosach i dając nadzieję im obu.
Draco zbudziły głosy w przedziale obok, więc wyszedł na korytarz i już miał zwrócić uwagę tym głośnym bachorom, gdy zobaczył dwóch Gryfonów w środku.
Schował się za firanką i podsłuchał ich cała rozmowę, Nie wiedział nawet, czemu miałaby go zaciekawić, ale jak się okazało dostarczyła mu przydatnych informacji. Nie wiedział na razie, jak miałby je wykorzystać, ale zawsze warto mieć coś na czarną godzinę, Tego nauczył go ojciec. Tego i jeszcze wielu innych rzeczy, z których Draco nie był dumny. Ale jakoś musiał sobie radzić w życiu.
Ślizgon już miał odejść, kiedy zobaczył jak Weasley i Granger przytulają się. Przez stare nawyki od razu zechciał zepsuć tą ckliwą chwilę, więc szeroko otworzył drzwi do przedziału
-Przepraszam, czy tu wolne? – zapytał, a jego serce wypełniła radość, gdy zobaczył ich zdezorientowane i po części gniewne miny. – Dobrze, to ja sobie tutaj usiądę – powiedział i zajął miejsce naprzeciwko nich. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Ron wykonał gwałtowny ruch i przyłożył blondynowi różdżkę do szyi. Ani Draco, ani Hermiona się tego po nim nie spodziewali.
-Lepiej, żebyś nam nie wchodził w drogę, Malfoy – powiedział i wyszedł.
Ślizgon przeklnął pod nosem. Nie chciał zostawać z Granger sam. Nie po tym dziwnym uczuciu, którego doświadczył, gdy widział ją na Pokątnej. Teraz na dodatek dziewczyna miała łzy w oczach.
Przełknął głośno ślinę, a wtedy ona także podniosła się ze swojego miejsca. Spojrzała wyzywająco na chłopaka i rzekła:
-Każdemu zdrajcy będzie dane zapłacić. Nie ma winy bez kary.
Draco nie oczekiwał takiego zwrotu akcji, ale nie mógł pozostać dłużny dziewczynie.
-A co niby taka szlama jak ty może wiedzieć?
-Dużo więcej niż taki tchórz jak ty.
I opuściła przedział z pełną determinacji twarzą.
Malfoy kiedyś by za nią pobiegł. Kiedyś nie skończyłoby się to zwycięstwem Gryfonki. No właśnie – kiedyś…
A kiedy dla Draco zaczęło się to teraz? Sam już nie wiedział.

PRZEPRASZAM


Hermiona przybyła na dworzec trochę wcześniej, więc postanowiła udać się do kawiarni i poczytać.
Dzięki ostatniemu tygodniowi wakacji udało jej się w końcu uporządkowań swoje życie. Mianowicie postanowiła, że najbliższe miesiące poświęci na naukę, a gdy przyjdzie czas ferii świątecznych, odnajdzie rodziców i sprowadzi ich do domu. I znowu zapanuje spokój w jej sercu. Udało jej się także przestać myśleć o wojnie. Bo choć blizna nadal jej dokuczała, a wspomnienia były jeszcze świeże, wiedziała, że musi zostawić to w przeszłości. I tak zrobiła.
To zaskakujące jak jedno spotkanie mogło sprawić , że uczyniła taki progres. Jednak najważniejsze było to, że przestała użalać się nad sobą, a zaczęła działać.
Nowe czasy nadeszły dla każdego. Dla niej również.
Gdy zaczęła czytać kolejny rozdział książki o neurobiologii, do kawiarni wszedł nie kto inny jak Draco Malfoy.
Gryfona nie zauważyła go, jednak on dostrzegł ją do razu. Zaciekawiła go jej lektura. Nie wyglądała jak żaden podręcznik szkolny ani inna książka ze świata czarodziei.
-Czy mógłby pan wreszcie coś zamówić? – zapytała kobieta, stojąca za Ślizgonem w kolejce do kasy. Chłopak otrząsnął się i odwrócił głowę.
-Tak, oczywiście. Przepraszam –odpowiedział.
Gdy przelotnie spojrzał na dziewczynę, ich oczy się spotkały. Jednak on szybko przerwał kontakt wzrokowy i zamówił swoją kawę. Następnie odszedł do najdalszego kąta lokalu tak, by nie był w polu widzenia Hermiony.
Brązowowłosa była mocno zszokowana zachowaniem blondyna. Nie mogła uwierzyć, że właśnie powiedział do mugolskiej kobiety „Przepraszam” oraz że w ogóle znajduje się w kawiarni mugoli.
Może Draco Malfoy się zmienił. Może odnalazł w sobie coś co większość nazwałaby sercem.
Chłopak był na siebie potwornie zły.
Czemu akurat ona musiała być w tej kawiarni? Czemu akurat wtedy postanowił, że nie będzie taki jak zawsze? Czemu akurat wtedy ujawnił swój brak pogardy dla mugoli? Nie zawsze był wredny. Czasem miał tego dość. Ale czemu akurat Granger?!
Nikt w szkole nie mógł pomyśleć, że jest inny. Przecież miał reputację, na którą tak ciężko pracował pod okiem ojca. Nie zaakceptowaliby, gdyby się zmienił. Pomyśleliby, że jest słaby. Jego przyjaciele opuściliby go. W szkole nie mógł zacząć od nowa.
Ale gdy tylko uwolni się z tego miejsca. To będzie jego nowy start. Tabula rasa. Nowe nazwisko, nowy wygląd, nowe miejsce. New York już na niego czekał.
Gdy zobaczył, że Granger wychodzi z lokalu, uspokoił się trochę. Nawet na niego nie spojrzała. Może zapomni o całym zajściu, a może nawet go nie poznała.
Co prawda z nowym wyglądem miał jeszcze poczekać, ale postanowił zrezygnować z noszenia garniturów. Nie były dla niego. Za to włosy same postanowiły się zmienić i nagle zaczęły ciemnieć. Teraz w końcu nie wyglądał jak syn Lucjusza Malfoya. Był po postu Draco. I podobało mu się to.
Draco dokończył kawę i również wyszedł z kawiarni. Następnie zajął ostatni przedział w pociągu i zasnął.

niedziela, 18 lutego 2018

STARE ZNAJOMOŚCI, NOWE POCZĄTKI


Hermiona stała przed lustrem w podkoszulku. Przyglądała się swojej bliźnie na przedramieniu.
Mudblood
Malfoy Manor codziennie pojawiało się w jej koszmarach. To, jak leżała na podłodze, całkowicie bezbronna. Jak jej łzy skapywały na zimne, drewniane deski pod jej policzkiem. Czuła wtedy całkowite odrętwienie, straciła wszelką nadzieję. Myślała, że zginie z ręki Bellatrix Lestrange.
Jednak tak się nie stało. Udało im się uratować świat, ale nie udało im się uratować wszystkich. Dużo ludzi straciło życie. Młodzi, starzy, kobiety i mężczyźni. Jej także dużo odebrano. Koleżanki i kolegów, rodziców, spokój…
Hermiona otarła łzy, które spłynęły po jej twarzy i zaplotła włosy w warkocz. Wojna przecież się skończyła, była bezpieczna. Teraz jedynym jej zmartwieniem miał stać się ostatni rok nauki w Hogwarcie. Żadnych zagrożeń i bitew, prawda? Hermiona chciała w to wierzyć.
 Dziewczyna ubrała kurtkę, zabrała torebkę i wyszła z małego pokoju, który wynajmowała w tanim hostelu w pobliżu Londynu.
-
Pokątna też nie wyglądała już tak samo.
Niektóre budynki lśniły nowością, gdy inne pozostały takie, jak je zapamiętała. Ale w poszczególnych miejscach nie stało już nic, zostały tylko wielkie dziury, przypominające o innych czasach. Również na twarzach ludzi można było zobaczyć resztki niepokoju. Nie było słychać radosnych wybuchów śmiechu. Wszyscy przechodzili cicho i szybko, mimo że nigdzie się nie spieszyli.  Hermiona zastanawiała się, czy kiedyś wszystko wróci do normy. Pewnie tak. Ludzie łatwo zapominają.
Czy i ona mogłaby zapomnieć?
Gdy zauważyła burzę rudych włosów, skierowała się w tamtym kierunku. Nie widziała swoich przyjaciół od maja i bardzo za nimi tęskniła.
-W końcu przyszłaś! – zawołała Ginny i przytuliła się do brązowowłosej. Następnie zrobił to Harry, a ona poczuła, jakby odzyskała jakąś część starej siebie. Jakby jednak mogło być dobrze.
-A gdzie Ron? – zapytała. Wiedziała, że ciężko przeżył śmierć swojego brata, lecz myślała, że przyjdzie na ich spotkanie.
-Został z George’em. Ale nie martw się, ma się dobrze – powiedziała rudowłosa ze smutnym uśmiechem. Przypatrywała się przez chwilę Hermionie, marszcząc brwi. Wiedziała, że coś się pomiędzy nimi wydarzyło, ale jeszcze nie rozmawiała o tym z przyjaciółką. – A ty, jak się masz? Jak twoi rodzice?
Hermiona nie powiedziała im, że przez te miesiące zaszyła się w małym, wypożyczonym pokoju i nawet nie próbowała skontaktować się z rodziną. Jej przyjaciele myśleli,  że te wakacje chce spędzić w domu i nadrobić stracony czas z mamą i tatą.  Chciała sama spróbować stanąć na nogi. Prawie jej się to udało.
-Wszystko u nich w porządku, czują się świetnie – opowiedziała brązowowłosa ze sztucznym uśmiechem. Najwyraźniej to wytłumaczenie wystarczało, ponieważ ruszyli szukać potrzebnych rzeczy na nowy rok szkolny.
-
Po obejściu prawie wszystkich sklepów Hermionie przypomniało się, że musi kupić jeszcze nową szatę. Poszła do sklepu Madame Malkin sama, ponieważ Harry i Ginny w tym czasie zajmowali się książkami.
Jak się okazało na rynek wszedł nowy model szat dla czarownic. Różnił się tylko trochę od starego. Był węższy w pasie i miał parę zakładek, które sprawiały, że dół wyglądał jak trochę za długa spódnica. Mimo że nie podobał się dziewczynie, nie miała innego wyboru, ponieważ Madame Malkin nie sprzedawała już starego modelu.
Hermiona kupiła szatę i już miała wychodzić, gdy stanęła twarzą w twarz z Draconem Malfoyem. Zauważyła, że się zmienił przez te parę miesięcy.
Pierwszą rzeczą były jego włosy. Nie były już tlenione, lecz przybrały kolor brudnego blondu. Jego tęczówki kiedyś tak srebrzyste i intensywne, teraz były bardziej szare. Miał podkrążone oczy, jakby nie spał od paru dni. Jednak jak zawsze był blady i miał na sobie idealnie dopasowany, czarny garnitur.
-Granger – powiedział chłopak. Nie tak okrutnie jak zawsze, ale nadal z pogardą. – Chcę wyjść, może byś się usunęła?
Hermiona spojrzała mu prosto w oczy, a ten na chwilę stracił rezon. Jego także dręczyły wspomnienia z wojny. Pamiętał jej przeraźliwy krzyk, który roznosił się po całym Malfoy Manor tamtego dnia. Mógłby przysiąc, że znowu znalazł się w tamtym miejscu. Niepewny, co zrobić i komu pomóc.
-Jasne – odpowiedziała, zdziwiona, że chłopak nie użył rozkazu, lecz pytania. Wyszła ze sklepu i zostawiła go, trzymającego drzwi i nadal trochę zatopionego we wspomnieniach. Dopiero głos Blaise’a przywrócił go do rzeczywistości.
-Czy ty właśnie otworzyłeś drzwi dla Hermiony Granger? – zapytał złośliwie. Dobrze wiedział, jak wyglądała sytuacja, ale chciał sprowokować Ślizgona, na którego twarzy powoli pojawiał się wyraz obrzydzenia i wściekłości. Żadna szlama nie będzie go tak poniżać. Nie wiedział, skąd wzięło się u niego to współczucie, ale musiał pokazać Granger, gdzie jej miejsce.
Ruszył za nią, a gdy ją dogonił, chwycił ją za przedramię i do siebie obrócił. Gryfonka syknęła cicho, jakby sprawiło jej to ból, ale nic nie powiedziała. Wiedział, co znajdywało się w tym miejscu, ale nie miał zamiaru poruszać tego tematu. Jedynie szybko zabrał swoją dłoń.
-Lepiej, żebyś mnie przeprosiła, Granger – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
-Nie mam cię za co przepraszać, Malfoy. A teraz wybacz, ale muszę już iść – oznajmiła. Nie miała zamiaru marnować czas na rozmowę z nim. Chciała tylko jak najszybciej wrócić do hostelu. Jednak arystokrata nie poddawał się tak łatwo.
-Zmieniłaś się, Granger. Kiedyś nie przepuściłabyś okazji, żeby mnie obrazić.
-Nie, Malfoy. To ty zawsze masz ochotę na kłótnię. Do widzenia – opowiedziała, odwróciła się do niego plecami i zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
A Draco jej na to pozwolił.
Wytłumaczył to sobie tym, że jest zmęczony i będzie miał cały rok na uprzykrzanie jej życia. Ale czy naprawdę było to dla niego takie ważne?
Granger nic dla niego nie znaczyła, więc czemu miał się nią w ogóle przejmować. Może lepiej będzie jeśli zacznie jej unikać. Wtedy to dziwne poczucie winy nie będzie wracało i wszystko będzie tak jak dawniej, a stary Malfoy znów zapanuje w szkole.
Z takim postanowieniem odwrócił się, zgarniając po drodze Blaise’a i ruszyli w swoją stronę.
Czas na powrót do Hogwartu.