Hermiona stała
przed lustrem w podkoszulku. Przyglądała się swojej bliźnie na przedramieniu.
Mudblood
Malfoy Manor
codziennie pojawiało się w jej koszmarach. To, jak leżała na podłodze,
całkowicie bezbronna. Jak jej łzy skapywały na zimne, drewniane deski pod jej
policzkiem. Czuła wtedy całkowite odrętwienie, straciła wszelką nadzieję.
Myślała, że zginie z ręki Bellatrix Lestrange.
Jednak tak się
nie stało. Udało im się uratować świat, ale nie udało im się uratować
wszystkich. Dużo ludzi straciło życie. Młodzi, starzy, kobiety i mężczyźni. Jej
także dużo odebrano. Koleżanki i kolegów, rodziców, spokój…
Hermiona
otarła łzy, które spłynęły po jej twarzy i zaplotła włosy w warkocz. Wojna
przecież się skończyła, była bezpieczna. Teraz jedynym jej zmartwieniem miał
stać się ostatni rok nauki w Hogwarcie. Żadnych zagrożeń i bitew, prawda?
Hermiona chciała w to wierzyć.
Dziewczyna ubrała kurtkę, zabrała torebkę i
wyszła z małego pokoju, który wynajmowała w tanim hostelu w pobliżu Londynu.
-
Pokątna też
nie wyglądała już tak samo.
Niektóre
budynki lśniły nowością, gdy inne pozostały takie, jak je zapamiętała. Ale w
poszczególnych miejscach nie stało już nic, zostały tylko wielkie dziury,
przypominające o innych czasach. Również na twarzach ludzi można było zobaczyć
resztki niepokoju. Nie było słychać radosnych wybuchów śmiechu. Wszyscy
przechodzili cicho i szybko, mimo że nigdzie się nie spieszyli. Hermiona zastanawiała się, czy kiedyś wszystko
wróci do normy. Pewnie tak. Ludzie łatwo zapominają.
Czy i ona
mogłaby zapomnieć?
Gdy zauważyła
burzę rudych włosów, skierowała się w tamtym kierunku. Nie widziała swoich
przyjaciół od maja i bardzo za nimi tęskniła.
-W końcu
przyszłaś! – zawołała Ginny i przytuliła się do brązowowłosej. Następnie zrobił
to Harry, a ona poczuła, jakby odzyskała jakąś część starej siebie. Jakby
jednak mogło być dobrze.
-A gdzie Ron?
– zapytała. Wiedziała, że ciężko przeżył śmierć swojego brata, lecz myślała, że
przyjdzie na ich spotkanie.
-Został z
George’em. Ale nie martw się, ma się dobrze – powiedziała rudowłosa ze smutnym
uśmiechem. Przypatrywała się przez chwilę Hermionie, marszcząc brwi. Wiedziała,
że coś się pomiędzy nimi wydarzyło, ale jeszcze nie rozmawiała o tym z
przyjaciółką. – A ty, jak się masz? Jak twoi rodzice?
Hermiona nie
powiedziała im, że przez te miesiące zaszyła się w małym, wypożyczonym pokoju i
nawet nie próbowała skontaktować się z rodziną. Jej przyjaciele myśleli, że te wakacje chce spędzić w domu i nadrobić
stracony czas z mamą i tatą. Chciała
sama spróbować stanąć na nogi. Prawie jej się to udało.
-Wszystko u
nich w porządku, czują się świetnie – opowiedziała brązowowłosa ze sztucznym
uśmiechem. Najwyraźniej to wytłumaczenie wystarczało, ponieważ ruszyli szukać
potrzebnych rzeczy na nowy rok szkolny.
-
Po obejściu
prawie wszystkich sklepów Hermionie przypomniało się, że musi kupić jeszcze
nową szatę. Poszła do sklepu Madame Malkin sama, ponieważ Harry i Ginny w tym
czasie zajmowali się książkami.
Jak się
okazało na rynek wszedł nowy model szat dla czarownic. Różnił się tylko trochę
od starego. Był węższy w pasie i miał parę zakładek, które sprawiały, że dół
wyglądał jak trochę za długa spódnica. Mimo że nie podobał się dziewczynie, nie
miała innego wyboru, ponieważ Madame Malkin nie sprzedawała już starego modelu.
Hermiona
kupiła szatę i już miała wychodzić, gdy stanęła twarzą w twarz z Draconem
Malfoyem. Zauważyła, że się zmienił przez te parę miesięcy.
Pierwszą
rzeczą były jego włosy. Nie były już tlenione, lecz przybrały kolor brudnego
blondu. Jego tęczówki kiedyś tak srebrzyste i intensywne, teraz były bardziej
szare. Miał podkrążone oczy, jakby nie spał od paru dni. Jednak jak zawsze był
blady i miał na sobie idealnie dopasowany, czarny garnitur.
-Granger –
powiedział chłopak. Nie tak okrutnie jak zawsze, ale nadal z pogardą. – Chcę
wyjść, może byś się usunęła?
Hermiona
spojrzała mu prosto w oczy, a ten na chwilę stracił rezon. Jego także dręczyły
wspomnienia z wojny. Pamiętał jej przeraźliwy krzyk, który roznosił się po
całym Malfoy Manor tamtego dnia. Mógłby przysiąc, że znowu znalazł się w tamtym
miejscu. Niepewny, co zrobić i komu pomóc.
-Jasne –
odpowiedziała, zdziwiona, że chłopak nie użył rozkazu, lecz pytania. Wyszła ze
sklepu i zostawiła go, trzymającego drzwi i nadal trochę zatopionego we
wspomnieniach. Dopiero głos Blaise’a przywrócił go do rzeczywistości.
-Czy ty
właśnie otworzyłeś drzwi dla Hermiony Granger? – zapytał złośliwie. Dobrze
wiedział, jak wyglądała sytuacja, ale chciał sprowokować Ślizgona, na którego
twarzy powoli pojawiał się wyraz obrzydzenia i wściekłości. Żadna szlama nie
będzie go tak poniżać. Nie wiedział, skąd wzięło się u niego to współczucie,
ale musiał pokazać Granger, gdzie jej miejsce.
Ruszył za nią,
a gdy ją dogonił, chwycił ją za przedramię i do siebie obrócił. Gryfonka
syknęła cicho, jakby sprawiło jej to ból, ale nic nie powiedziała. Wiedział, co
znajdywało się w tym miejscu, ale nie miał zamiaru poruszać tego tematu.
Jedynie szybko zabrał swoją dłoń.
-Lepiej, żebyś
mnie przeprosiła, Granger – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
-Nie mam cię
za co przepraszać, Malfoy. A teraz wybacz, ale muszę już iść – oznajmiła. Nie
miała zamiaru marnować czas na rozmowę z nim. Chciała tylko jak najszybciej
wrócić do hostelu. Jednak arystokrata nie poddawał się tak łatwo.
-Zmieniłaś
się, Granger. Kiedyś nie przepuściłabyś okazji, żeby mnie obrazić.
-Nie, Malfoy.
To ty zawsze masz ochotę na kłótnię. Do widzenia – opowiedziała, odwróciła się
do niego plecami i zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
A Draco jej na
to pozwolił.
Wytłumaczył to
sobie tym, że jest zmęczony i będzie miał cały rok na uprzykrzanie jej życia.
Ale czy naprawdę było to dla niego takie ważne?
Granger nic
dla niego nie znaczyła, więc czemu miał się nią w ogóle przejmować. Może lepiej
będzie jeśli zacznie jej unikać. Wtedy to dziwne poczucie winy nie będzie
wracało i wszystko będzie tak jak dawniej, a stary Malfoy znów zapanuje w szkole.
Z takim
postanowieniem odwrócił się, zgarniając po drodze Blaise’a i ruszyli w swoją
stronę.
Czas na powrót
do Hogwartu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz